środa, 12 listopada 2014

piątek, 7 listopada 2014

Woda z kąpieli najsmaczniejsza

Oj dzieje się, dzieje! Trudno nadążyć. Franek bada świat w tempie trzech instytutów Nasa i najchętniej nie pozostawiłby nam wcale czasu na cokolwiek innego. Mimo to mój projekt inżynierski jest już całkiem-całkiem. Dużo pracy jeszcze przede mną. Narysować, poprawić błędy, narysować znowu, poprawić błędy i tak w koło Macieju, aż nie będzie błędów. Norma. 
Norm za to nie ma z Francikiem, bo Mały psoci na zmianę i ślicznie się słucha. Ma dużo fajnych pomysłów, jak np. schodzenie z fotela przez podłokietnik. Wchodzi normalnie, ale zejść musi koniecznie inną drogą. Na początku się klinował, bo przędz ten otwór w podłokietniku głowa przechodzi tylko bokiem, a on jeszcze chciał rękę razem z głową zmieścić. Nie szło i nie był zadowolony, ale już wie. A fotel jeździ i się kręci, więc to wcale nie jest takie proste. 
Woda z wanny mu smakuje. Nawet z płynem do kąpieli. Pamiętam, że dla mnie to też była atrakcja - napić się wody z mydłem, wiadomo jeszcze tak, żeby rodzice nie wiedzieli. "nie pij tej wody!" - Usłyszałam w swoim głosie głos swoich rodziców - i tak, w koło Macieju :) 
Czasem odwiedza nas Bartuś. Jest przy tym dużo radosnej zabawy i przeważnie chwila spokoju, bo chłopaki się sobą zajmują. Biegają, krzyczą, biją się - taki to spokój ;) Ale jenak większość czasu ładnie się bawią. Czasami tylko Bartuś przychodzi i mówi: Jagoda, choć no. Staram się go przekonać, że jestem "ciocia" i czasem nawet pamięta. Kochany. 

Na zdjęciu dzieci podczas radosnej twórczości i tata/wujek w pracy. Jak dzieciaki są razem, to mam przeważnie więcej roboty przy nich, ale paradoksalnie też więcej czasu na projektowanie, a wieczorem padam.
Przesyłam całusy i do sklikania!

niedziela, 5 października 2014

Na ratunek straży pożarnej

Tata Franka i wujek Bartusia w jednej osobie postanowił rozkręcić subwoofer i sprawdzić co mu tam jego chłopaki nawrzucali. Okazało się, że zmieściły się trzy orzechy włoskie, jeden kasztan i jedna straż pożarna. Głośnik przestał brzęczeć, a straż pożarna czeka na właściciela, ale co my zrobimy z takimi basowymi orzechami?

wtorek, 23 września 2014

Mamo idziemy!

Franciszek przyniósł mi swoją chustkę pod szyję i w swoim języku poprosił żebym mu ja założyła. Znaczy, że czas na spacer.
Bardzo lubi spacerki i jak tylko umie zachęca mnie do zabrania go na podwórko. Mówi "pa pa", "iść" i pokazuje wózek albo drzwi.
Tu, na zdjęciu, przyniósł mojego buta i go zakładał. Próbował w nim chodzić, ale mu średnio wychodziło i się denerwował. Czasami wyciąga swoje buciki i próbuje je zakładać - to też znaczy, że chce "iść".

Remont mamy

Dzisiaj po raz pierwszy obudziliśmy się przed Franciszkiem. Zrobił się śpioszek i ostatnio potrafi pospać nawet do 9. Przeważnie wstawał ok 6, kazał sobie dać śniadanko i dosypialiśmy już razem. A dzisiaj było w ogóle wyjątkowo, bo nie dość, że wstał później niż my, to kiedy się obudził wcale nie wołał ani nie płakał. Siedział w swoim łóżeczku i czekał. Tata poszedł zobaczyć co tam u niego, a Franio miał oczki otwarte i nic nie mówi. To były dwa pierwsze zaskoczenia, a następne zaskoczyło mnie przy obiedzie. Dałam szkrabowi talerzyk z obiadem i posadziłam na kanapie z nami. Dłubał sobie w swoim talerzyku, ja dłubałam w swoim i nagle czuję, że ktoś mnie skrobie. Patrzę, a to mój syn próbuje schować plasterek ogórka pode mnie. No tak, pierwsze lepsze miejsce - pod mamusią. Zabrałam mu tego ogórka i poprosiłam żeby tak nie robił. Nie minęła chwila, a tu skrob skrob - następny plasterek... Nie wiem skąd mu tu przyszło do głowy. Musi naprawdę bardzo nie lubić ogórka.
Poza tym remont elewacji trwa i trwa mać. Jeszcze długo i intensywnie. Ciągle wynikają jakieś nieporozumienia, bo to ktoś chce wentylację w innym miejscu, a to wentylator za duży, a to tynk ma za dużo kamienia, a to za mało i zawsze coś, więc dalej będziemy w wolnym czasie pieczołowicie ścierać i wdychać kurz budowlany i chłonąc atmosferę niespełnionych oczekiwań, wysłuchiwać sąsiadów pouczających budowlańców jak należy przeprowadzać remont... Partacze! Cholerni wysokiej klasy specjaliści z wieloletnim doświadczeniem w remontach zabytków! To ja, emerytowany papierkolog pomocnik starszego papierkologa powinienem podejmować te wszystkie decyzje, dlaczego mnie nikt nie słucha! Dlaczego?! Muszę krzyczeć głośniej! Nie rozumiem... Nic nie rozumiem! Nie zgadzam się!
Mam dość tych dywagacji na temat zasadności decyzji jakie zapadają w sprawie remontu. W dodatku sąsiedzi pytają mnie o zdanie. Mam stanąć po ich stronie, bo inaczej jestem po tej drugiej, złej stronie. Wszędzie ich pełno! Starszych pań, które mentorskim tonem zabierają głos w sprawach, o których nie mają pojęcia.
Przepraszam za te negatywne emocje. Za bardzo mnie to rusza. Zupełnie niepotrzebnie, ale jednak rusza. Czekamy z utęsknieniem na koniec remontu.
Całuski i ściski! Do zobaczenia!

poniedziałek, 8 września 2014

Chcę widzieć więcej

Biega, obraża się, wychciewa, zamyka szufladę i otwiera drzwi. Stoi przed wyłączonym telewizorem i mówi "nie ma", patrzy na dziadka, pokazuje na pilota i znów na telewizor. A tutaj na stacji benzynowej wyciąga szyjkę żeby zobaczyć gdzie tata idzie. 



poniedziałek, 1 września 2014

Tata wrócił. Jest dobrze.

Nie jest dla nikogo zaskoczeniem, że Franciszek spędza teraz każdą chwilę ze swoim tatusiem. Najchętniej na rączkach. Przestał już bawić się w dzwonienie do taty. No bo po co, skoro tata jest z nami? Wieczorem tak się cieszył jak tatuś szykował do kąpania, ze aż się śmiał na głos.
Ostatnio oglądaliśmy jakiś film w którym panie sztucznie się śmiały. Fran odkrył wtedy, że można chodzić szybko i chodził, prawie biegał po pokoju, sztucznie się śmiał, przystawał i czekał na reakcje. Trudno się było nie szczerzyć, więc się szczerzyłam i zastanawiałam: kiedy to minęło? Trudno się ciągle dziwić, że dziecko wyrosło z ubranek, ale nadal mnie to zaskakuje! Francik, uprzedzaj, jak znów będziesz chciał rosnąć jak bambus.
Dostał zestaw plastikowych narzędzi z piszącym młoteczkiem, piłą, śrubokrętem, kluczem i wiadomo, najfajniej bawić się tym z tatą albo ciocią, ale samemu też można postukać młotkiem tu i tam. Zwłaszcza, jeżeli kuzyn nie będzie chciał zabrać mu młoteczka i nie trzeba będzie się z nim tłuc. Pac, pac, pac!
A na razie zdjęcie z ogródka
I pa pa pa!

piątek, 22 sierpnia 2014

Płakałem, płakałem, płakałem i zasnąłem

Nie chciałem jeść zupy jarzynowej. Wściekłem się, że mnie chcą przewinąć. Przewinęli mimo wszystko więc darłem się w niebo głosy, a mama trzymała na kolanach i nie puściła. Tak się zmęczyłem tym płakaniem, że nawet zjadłem trochę tej zupy, ale mało, bo zasnąłem, a jak śpię to wiadomo - jestem słodki.
Idą zęby, nie ma lekko.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Po schodach w górę i w dół

Wiadomo przecież, że w chodzeniu po schodach nie chodzi o to żeby dojść gdzieś, tylko chodzi o to żeby chodzić, chodzić, chodzić! Umie sam iść, trzyma się ściany i wcale się nie boi, chociaż jest ostrożny. Jak nie chce się iść z nim, to strasznie się obraza. A po płaskim pięknie chodzi jak mamy ani babci Ali nie ma w pobliżu, bo jak są, to już nie umie, tylko wyciąga rączki i chce być na rękach. Przebiegła bestyja.

sobota, 9 sierpnia 2014

Uśmiech do zdjęcia

Nasz mały Franciszek nauczył się robić miny do zdjęcia. Ta jest jeszcze całkiem wyjściowa.
Zaczął też trochę łobuzować. Dzisiaj chciał mi oddać jak dałam mu (naprawdę lekkiego) klapa, bo grzebał w gniazdku wiedząc, że mu nie wolno. Podjął walkę.
Później kiedy kładłam go spać ugryzł mnie. W brzuch... Ale to raczej było z miłości niż złośliwie. Jak skończylismy wygłupy, to grzecznie poszedł spać. Powiedziałam mu "dobranoc", zrobił mi "pa pa" dałam mu całuska i wyszłam. Zamarudził 2 razy i zasnął. Czyli grzeczny, ale niegrzeczny.

środa, 6 sierpnia 2014

Trzeba się dzielic

Nawet jeżeli nie wszystko jest doskonałe, jeżeli różnimy się i nie zawsze możemy dojść do porozumienia. Nawet jeżeli zmierzamy w tym samym kierunku, ale zwroty mamy przeciwne, to jedno jest pewne i od zawsze niezmienne. Może nie wszystkim i niechętnie, ale musimy nauczyć się dzielić, żeby żyć w społeczeństwie.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Tata na delegacji

Marek Fater pojechał do Szwajcarii na kilka tygodni i upomina się o zdjęcia, więc będziemy wysyłać Francika Na Dziś dużo częściej. Wrzucam więc fotkę z wizyty u fryzjera. Zrobione co prawda jeszcze jak tata był w kraju, ale lepszych jeszcze nie mam. 
Podczas strzyżenia Francik był bardzo przejęty (chyba tak samo jak pan fryzjer) i bardzo grzeczny. Przez chwilkę się bał, jak zabrzęczało blisko ucha, ale dał się przekonać, że wszystko w porządku. Wysiedział do końca, a fryzura na rekruta świetnie mu pasuje. 

Roczek

Rok. Mówi się, że upływ czasu najlepiej widać po dzieciach.
Najnajlepiej jak się porówna zdjęcia "przed" i "po". Dobrze też widać to na naszym filmiku. Wybrane urywki z naszego życia złapane najczęściej po prostu "przy głupocie" komórką. Pocięte i posklejane w krótki urodzinkowy filmik. 


Mówi się też, że trudno sobie przypomnieć jak to było zanim pojawiło się dziecko i wtedy ma się rację. 
Pozdrawiamy, ściskamy, całujemy i do zobaczenia! 

Przyszedł

Franio przed spaniem kulał się przy mnie po łóżku. Przyszedł i się tak ułożył obok mnie. Już dłuższą chwilkę tak leży oparty plecami o moje plecy. Zajmuje się otwieraniem i zamykaniem Octeniseptu.

no i tak zasnął

środa, 23 lipca 2014

Mamy czas dla siebie

Dziecko ma teraz przez tydzień oboje rodziców w domu. Powodem jest wirus, który sprawił, że możemy pobyć jeszcze bardziej razem. Wakacje spędzamy na razie we Wrocławiu. Jest tak ciepło, że wyjść można dopiero wieczorem, a i tak człowiek czuje się jak w piekarniku. 

Dzidziuś zaczął stawiać kroczki bez namawiania, chociaż jest w tym bardzo zachowawczy i ostrożny, co nie przekłada się wcale na brak akrobatycznych zapędów w stosunku do krzeseł, płotków i innych urządzeń zdatnych do wspinaczki. Zaczął w miarę sprawnie posługiwać się łyżeczką, a jak dostał mały widelczyk do tortu i mógł nabijać sobie makarony (z drobną pomocą mamy) to był wniebowzięty! Najlepiej idzie mu zajadanie lodów i kakaowych kuleczek zbożowych z mlekiem. Nie ma to jak właściwa motywacja ;)

Kiedy siadamy razem do stołu, obserwuje co robimy i stara się naśladować. Dostaje to co my jemy. Przecierowe zupki odeszły do lamusa. Najlepiej zjeść pomidorową z ryżem i pogryźć schabowym z kiszonym ogórkiem. Nasz człowiek! 

Posklejałam kolejny filmik. Przepraszam za ewentualne dłużyzny. Pod tym względem jestem nieobiektywna wobec moich "produkcji". Mogłabym zachwycona patrzeć na 10 min. filmik jak moje dziecko siedzi, więc trudno mi to oceniać. Mam nadzieję, że się spodoba :D


Całuski i uściski! 

niedziela, 29 czerwca 2014

Ostatni sesyjny post

Wdycham zapach wakacji. Zapach wilgotnego lasu wpycha się przez okno i wieczorny chłód mieszając się z lekkim zaduchem pociągu tworzy koktajl zarezerwowany dla tej pory roku. Jeszcze nie dla mnie pachną te wakacje. Myśl o nadchodzących kilku dniach zaciska mi gardło, ale na krótko, bo zmęczony organizm przeszedł w tryb oszczędzania energii i odmawia stresowania się. Zaczęło padać. Czas spędzony w pociągu to rzadki moment kontaktu z taką ilością natury i od kiedy jestem na studiach, zawsze zaskakuje mnie nagły wybuch nasyconej zieleni w tym mgnieniu oka między kwietniem a czerwcem. Dojrzewające zboże szumi falując na wietrze, a my dusimy się w tym Wrocławiu.
Jeszcze 4 dni ekstremalnego wysiłku skupienia przemęczonej uwagi i cały dzień będziemy się przytulać i bąblować na dywanie, mój mały Franciszku. Jeszcze tylko 4 dni.
Jadę sama do Wrocławia. Pierwszy raz bez Franciszka.

czwartek, 5 czerwca 2014

Krótko o zębach

Chłopaczek intensywnie wyrasta z ubranek, waży 11 kg i produkuje ząbki. Na początku tygodnia wyszły 2 nowe, co daje garnitur 5 zębów którymi doskonale gryzie się co popadnie. Na razie mało co widać, ale jak uda się zrobić zdjęcie, to na pewno się pochwalimy. Póki co zdjęcie zaśniętego dziecia z Misiem Franciszkiem, gorące pozdrowienia i całusy! 

piątek, 30 maja 2014

Zarejestrowane

Od czasu postrzyżyn, do wczoraj - najświeższe doniesienia ze świata małego Francika w formie filmiku. Zachęcamy do oglądania i mamy nadzieję, że się spodoba. 
Mogę to oglądać godzinami, ale matki chyba tak mają. Jestem kompletnie nieobiektywna w kwestii filmików o Franciku. Jest cudowny!
Uściski i całuski!

środa, 28 maja 2014

Przed sesją jest gorąco

Krótko i oszczędnie z treścią. Dziecko ma 10 miesięcy, tata ma urlop tacierzyński, mama ma koniec semestru - bardzo dużo do zrobienia. Zdarza się, że chodziliśmy na zajęcia razem, wtedy: 
Francik śpał na spacerze w parku przed Wydziałem.
Konsultował swój awangardowy projekt u pana profesora od wnętrz. 
A innym razem:
Śpał z kuzynem Bartusiem w samochodzie. 
Harcował z kuzynem Bartusiem i ciocią Asią:

Dzisiaj rano Franio pokazał, że jest głodny wkładając sobie łapką niewidzialne jedzonko do buzi. Nauczył się biegać raczkując - śmiejemy się, że robi "turbo dzidziusia". Zmotywował go do tego kuzyn Bartuś, którego koniecznie trzeba było pewnego razu z piskiem gonić po pokoju. Pozdrawiamy sąsiadów z dołu. I z boku. I z góry...

Wczoraj popołudniu rozmawiał z tatą: 
- Gdzie masz piłeczkę? - pyta tata.
- Nie idzie. - odpowiada dziecko [tłum.: Nie da się z nią iść-raczkować]
- Nie idzie? - chciał się upewnić.
- Nie. - potwierdziło dziecko.

Tyle na razie,
pozdrawiamy! 
Trzymajcie kciuki żebyśmy przetrwali tą sesję :*

sobota, 17 maja 2014

W pobliżu sesji

Pyk! I już - tydzień minął. 

Sesja się zbliża, ale nie sesja jest tym przed czym drżą studenci wydziału architektury. Najważniejsze dzieje się przed sesją, bo do końca semestru musimy oddać wszystkie projekty. Wszystkie na raz, więc dzieje się. Oj, dzieje! Nie ma już czasu na rozrywki, brakuje go na resztę obowiązków i, co najbardziej boli, brakuje czasu dla dziecka. Mimo że Franciszek jest bardzo samowystarczalny jeżeli chodzi o zabawy, to wolałabym spędzać z nim więcej czasu. Stąd ogromna motywacja żeby skończyć wszystko przed terminem, oddać i mieć z głowy. 

Z nowych niusów:
Nowy kojczyk sprawdza się pierwsza klasa. Jest większy niż poprzedni, ma otwierane na zamek błyskawiczny wejście, które jest otwarte prawie cały czas. Dla takiego dziecka to idealne rozwiązanie, bo już woli sam "chodzić". Dzięki temu wejściu kojec nie jest więzieniem, z którego trzeba się prosić o wyciągnięcie, tylko pokoikiem zabaw, w którym czasem trzeba posiedzieć samemu. Chętnie tam wchodzi, umie już wychodzić, jak trzeba go zamknąć, bo np się smaży albo idzie pod prysznic, to bajki + kojec i dziecko jest spacyfikowane. Czasem nawet nie trzeba bajek. Wiem, wiem, takie małe dziecko nie powinno jeszcze oglądać telewizji, ale czasem muszę się tak ratować. W każdym razie kojec = studia. Bez kojca bym nie postudiowała... 

Chwalimy się nowymi umiejętnościami:
Chłopak nauczył się włączać melodyjki dużym przyciskiem na swojej zabawce. Zawodowo schodzi z kanapy - raz nawet wszedł, bo udało mu się stanąć na poduszce. Zadarł nogę i z trudem wskrobał się do góry. Sam zjadł ćwiartkę jabłka (bo ma już przeciwstawne zęby), a kiedy znajdzie coś materiałowego, próbuje to ubrać, jak bluzkę przez głowę. Oczywiście to coś ląduje za plecami, albo zostaje na głowie albo karku. Bardzo lubi zarzucić sobie kocyk na plecy i raczkuje z tym na plecach jak z peleryną. Ślicznie mówi "mama" - kiedy coś chce i daje nam całusy z otwartą paszczką.
Zaczął zgrzytać zębami. O zgrozo! 
Aha! Ostatnio otwarł sobie szufladę, wszedł do niej i wdrapał się na półkę od telewizora. Ups.

piątek, 9 maja 2014

Pierwsze postrzyżyny

Nie bez przeszkód, nie do końca, ale bardzo grzecznie i cierpliwie. Franciszek jest po pierwszych postrzyżynach! Tu wieczorem, przed spankiem, pokazuje swoją nowa fryzurę - krótko z przodu, długo z tyłu:
A tu następnego dnia. Już po poprawce: 
Pozdrawiamy!

wtorek, 6 maja 2014

Ząbkowanie i inne atrakcje

Tyle się dzieje, że nie nadążam zauważać, jak wiele się dzieje. Stuknęło 9 miesięcy - poprzednio był falstart, bo źle policzyłam. Dobrze, że czasem mogę sobie usiąść i napisać co ważnego się wydarzyło. Dzięki temu nie umykają uwadze te drobnostki, które mogłyby wmieszać się w codzienność. 

Z najważniejszych nowości jest trzeci ząbek. Wypłakana, lewa, górna jedynka. Bardzo blisko są następne górne ząbki i dziecko już zaczyna je odchorowywać. Znowu marudzi i się tuli, nie może sobie znaleźć miejsca. Wiadomo, nie cały czas, ale są takie momenty, kiedy widać po człowieczku, że nie wie co ze sobą zrobić i szuka ratunku. Smarujemy żelem, a jak jest prawdziwa tragedia, to dostaje lekarstwo przeciwbólowe. 

Trochę o osiągnięciach. Dzisiaj pierwszy raz widziałam jak Franciszek specjalnie zsunął się z łóżka. Leżąc na brzuszku odpychał się rączkami do tyłu aż dotarł do krawędzi łóżka i zjechał na nóżki. Hurra!

Zaczyna się gadanie. "papa" i machanie rączką było pierwsze. Później się posypały słówka. Tata, idzie, chopa!, jedzie, da (tzn. daj), mama - było kiedy trzeba ratować, ale tak zwyczajnie, to nie chce powiedzieć. 

Z kulinarnych przygód, to kosztowanie, kosztowanie, kosztowanie. Zwykła zupka z jarzynek już za bardzo nie wchodzi. Najlepiej jak jest w niej jakiś ciekawy smak, albo smaki są oddzielone - mięsko, jarzynka, ziemniaczek. Picie dobrze idzie z kubka niekapka albo ze zwykłej szklanki przy pomocy mamy.

Najeździliśmy się ostatnio za wszystkie czasy i teraz chętnie sobie pomieszkamy. Martynka i Bartek przeprowadzili się, więc przeorganizowujemy mieszkanie. Ich pokój zajął Francik. Dzisiaj już śpi u siebie. Musimy się przyzwyczaić, że możemy swobodnie wieczorem wchodzić do naszego pokoju. 

A tak dziecko znowu zasnęło podczas przebierania. Rzadko się to zdarza, wiec musiałam udokumentować: 
To tyle. Uściski! 
P.s. - dzisiaj w autobusie Franciszek głośno zapiszczał kilka razy i cały autobus się na niego patrzył. Dosłownie wszyscy (no dobra, oprócz kierowcy), a jakaś pani poważnie powiedziała "ale głos! Współczuję w domu..." Oj, rozwrzeszczało się dziecko. Rozwrzeszczało. 

sobota, 26 kwietnia 2014

Chłopczyk

Jakiś czas temu zastanawialiśmy się kiedy przestaje się być dzidziusiem. Jedna z odpowiedzi brzmiała: dla rodziców - nigdy. Martynka stwierdziła, że to dziecko samo w końcu powie rodzicom: "nie jestem dzidziusiem" i dużo w tym prawdy. Może nie chodzi o wypowiedzenie tych słów. Dziecko na swój sposób jasno to komunikuje. 

Dla mnie, jego mamy, to kolejny przełom, który nastraja mnie trochę melancholijnie. Nasz dzidziuś zaczyna być chłopczykiem. Mówi do nas w swoim języku, czasem się tuli, czasem złości i wygląda już tak bardzo chłopaczkowo. Bardzo długo potrafi zajmować się swoimi sprawami, ale kiedy chce towarzystwa wymaga go w bardzo stanowczy sposób. Nie lubi groszku, lubi... żurek.

A tak sobie razem studiujemy:

Całuski! Do zobaczenia.

niedziela, 13 kwietnia 2014

Kierunek - Zachodniopomorskie!

Szczecin - Międzyzdroje - Świnoujście.

Francik w podróży spisuje się koncertowo. Dla niego czy to Park Szczytnicki, czy plaża w Międzyzdrojach to wszystko jedno byleby było jedzonko i przytulanie. Ruszyliśmy w czwartek po południu. Drogę z Wrocławia do Szczecina w większości przespał. Gdzieś po dwóch godzinach zażyczył sobie kolacyjkę i po chwili znów zasnął. W piątek rano jak zwykle wstał wcześnie i pobudził wszystkich. Stryjeczni dziadkowie Ela i Zygmunt, u których gościmy na szczęście bardzo lubią dzieci i wybaczyli nam nasze poranne hałasy. Piątek przeznaczyliśmy na zwiedzanie Szczecina, sobotę na Międzyzdroje i Świnoujście, a niedzielę na powrót do Wrocławia.

Dziecko nie chce jeść słoiczkowego jedzenia, więc dostaje swoje kaszki rano i wieczorem, cyca i podjada nam z talerza. Skosztował pizzę - dostał do łapki rancik. Zajadał ze smakiem, a mama wybierała najładniejsze kąski okładziny i podtykała do dzióbka. Spróbował przy śniadaniu szczypiorku i odrobiny chrzanu. Podobało się.

I kolejna Superprodukcja. Nie miałam okazji zmontować filmiku o huśtawkach, ale za to jest filmik o podróżowaniu naszego małego Francika.

I fotki:
Taras widokowy na wieży katedry w Szczecinie. Tam jest szyba :)
Podziwiamy widok ze szczecińskich Wałów Chrobrego
Międzyzdroje. Nie wiem co napisać, żeby nie narzekać. Doskonale zrobiony plac przy molu. Reszta - kaszanka.
Jedyna normalna część mola w Międzyzdrojach. Bez plastikowych bud.

środa, 9 kwietnia 2014

Zabawy, zabawki i odwiedziny kuzyna

Jak wcześniej pisałam, często zaskakuje mnie to czym nasz mały Francik potrafi się zainteresować. O tym (ale nie tylko) nowa krótkometrażowa, niskobudżetowa Superprodukcja ;)


Mam nadzieję, że się podoba. Jeszcze kilka fotek:
Wczoraj był u nas kuzyn Bartuś. Wyciągnął nas na spacer i namówił na huśtawki.
Przepraszam Asię i Mateusza za rozczochrywanie ich syna. Nie umiem się powstrzymać i nie nastroszyć tych jego piórek.
Bartuś był bardzo grzeczny na spacerze. 

Ważenie na dorosłej wadze. Pilnuje wujek Bartek.
Uściski dla wszystkich i do zobaczenia! 


środa, 2 kwietnia 2014

Komu stuknęło 8 miesięcy?

Francik za miesiąc przekroczy granicę życia dłużej poza brzuszkiem niż w brzuszku. W zeszły czwartek skończył 8 miesięcy i, jak przystało na ten wiek, wie kogo jak podejść. Jednego uśmiechem, drugiego łzami. Pięknie udaje, że płacze, przestaje na chwilkę i się rozgląda, czy jego przedstawienie ma odpowiedni skutek, potem "płacze" dalej. I nie wiadomo, czy się śmiać, czy zdenerwować.

Odkrył, że można się upomnieć o dwa paluszki kogoś kto już umie chodzić i pomaszerować z nim po pokoju.
Chodzenie za pomocą cioci...
...zawsze się udaje :D
Uczy się, że niektórych rzeczy nie wolno. Chociaż to nie znaczy, że nie można czasem sprawdzić, czy dalej nie wolno. A z mniej przyjemnych rzeczy, ząbkowanie część II. Jeszcze nic nie widać, a już słychać. Dziecko jest markotne i częściej chce na rączki. Takiego przytulaśnego Francika jeszcze nie widzieliśmy.
Cała reszta po staremu.
Uściski dla wszystkich!

czwartek, 27 marca 2014

Zawsze coś nowego

Franciszek stara się nie przeszkadzać mamie w studiowaniu i wynajduje sobie coraz to nowe zajęcia. Normalne zabawki nie są jednak wystarczająco atrakcyjne.

środa, 26 marca 2014

Środa, czyli idealny dzień na Francikowanie

Dzidziuś śpi. Jak na załączonym obrazku. Nic nie powiedział, tylko zasnął na pleckach w kojcu, kiedy sprzątałam. Teraz śpi w swoim łóżeczku. 

Jest po wtorku, po pierwszych ważnych oddaniach, więc dopiero dzisiaj mam okazję pofrancikować. Dzisiaj zaczęło się wcześnie, bo dzieć ostatnio wstaje przed 6:00 i życzy sobie towarzystwa. To towarzystwo może być zaspane, może nawet drzemać, ale musi być blisko. W końcu nieprzytomna mama zaczyna się dziecku nudzić, a w brzuszku robi się miejsce na śniadanko, więc trzeba się obudzić. 

Przypomina mi się historia z mojego dzieciństwa, znana z opowiadań rodziców, kiedy na wakacjach u babci wstawałyśmy z siostrą wcześnie rano i chciałyśmy "do śpiaśku" i babcia bladym świtem, w szlafroczku przysypiała na krawędzi piaskownicy (uściski dla Dziadków! :*). Albo kiedy zaczęłam chodzić, przyszłam do łóżka rodziców i zrobiłam "ejta-ejta", czyli usiadłam na głowie któregoś z rodziców i podskakiwałam, a pielucha na pupie to nie był wcale pampers. Ciekawe, mimo że znałam te opowieści, nie spodziewałam się tego wczesnego wstawania. Nieee, moje dziecko będzie od razu wyraźnie mówić "proszę, dziękuję i przepraszam". Tjaa... 

Póki co znajduje sobie nowe rozrywki. Biega na czworaka za piłką po całym domu. Dogania ją i próbuje złapać, a ta ucieka, więc trzeba ją gonić. Głośno tupie, chociaż może w jego przypadku lepsze byłoby określenie "paca", bo to rączki tupią najgłośniej. Trzeba zapytać sąsiadów z dołu, jak oni myślą. Jeszcze nic nie mówią. Poza piłką najnowszym hitem jest rolka do czyszczenia ubrań. Ma jaskraworóżowy plastikowy trzonek, który fantastycznie się sprawdza w roli gryzaka. Doskonałym zajęciem jest też chodzenie na uczelnie. W poniedziałek był na projektowaniu wnętrz i zachowywał się jak prawdziwy uczeń - nic nie mówił i udawał, że go nie ma. Koleżanka się zdziwiła, że nie płacze. Zastanawiam się, czy rzeczywiście dzieci tak często płaczą, a nasze jest takie spokojne, czy ludziom się wydaje, że dzieci to są rozwrzeszczane stwory, a wcale tak nie jest, bo już kolejny raz ktoś się zdziwił, że Francik nie płacze.

Kilka zdjęć na dobry humor:
Tak Franciszek zakomunikował, że chce spacerówkę.
Tak wybiera się na uczelnię - zasnął na przewijaku zanim go ubrałam.

poniedziałek, 17 marca 2014

Nowa perspektywa

Dziecko powoli zaczęło wychodzić nam z fotelika samochodowego nr 1, dlatego nabyliśmy fotelik nr 2, w którym jeździ się na siedząco. Baaaardzo się podobało!
 Super było w sklepie, gdzie dziecko też jeździło na siedzaka i zachłannie oglądało świat.
 A tu urzęduje w kuchni.

wtorek, 11 marca 2014

Znów o weekendzie

<podbiał>
Wiosna!
W ten weekend spacerowaliśmy po lesie z dziadkami. Szukaliśmy wiosny, bo już nią pachnie w powietrzu. Z takich oczywistych sygnałów znaleźliśmy pięknie rozkwitnięte żółte kwiatki. Nie wiem, czy Francikowi podobał się spacer, bo prawie cały czas spał. 

<chłopaki><z dziadkiem><spacer z rodzinką>


Łukaszek znalazł kilka kamieni i szyszek, które mi sprezentował. Widać, że woli niestandardowe rozwiązania. Co tam ścieżka? Rowem ciekawiej! Jeszcze trochę i Francik też pójdzie na spacer na swoich nóżkach. Ojej, to będzie dopiero ciekawe.
Tego samego dnia, a było to w niedzielę, pojechaliśmy do Trzebini zobaczyć się z prababcią Danusią. Nie udało mi się zrobić im razem zdjęcia, ale za to złapałam zaczytanych dziadka z wnukiem. 
<u prababci Danusi na kawce>
Dzisiaj w biegu od rana. Nie lubię wtorków. Dobrze, że już po wtorku...
Przesyłam całuski i do zobaczenia! 
p.s. - zapraszam na newslettera :D