piątek, 28 lutego 2014

Rozrywki dla szkraba

Francik wczoraj skończył 7 miesięcy. Jest coraz bardziej kontaktowy. Chętnie bawi się w "męczenie dziecka", czyli przytulanie i obracanie dzidziusiem na wszystkie strony, czemu towarzyszą okrzyki radości i piękny (dwuzębny) uśmiech. Podoba się też wersja męczenia na łóżku, gdzie dochodzi przewracanie się i kulanie. Wszystko oczywiście ostrożnie i w dzidziusiowej skali.
Niezastąpioną rozrywką pozostaje chopsanie wszędzie gdzie tylko się uda znaleźć oparcie, a najchętniej na kolanach dorosłych. Czasem trudno oprzeć się wrażeniu, że tańczy do muzyki.
W diecie coraz więcej produktów. Podskubuje z talerza mamy, ale swoją michę dostaje codziennie, otwiera dziobek i bardzo chętnie zjada zupki-papki, owocki i kaszki. Daliśmy mu raz zupkę ze słoika, ale się (delikatnie ujmując) nie przyjęła, więc miksuję mu własne kompozycje. Ostatnio nawet dostał jabłko w całości i ku uciesze rodziców całkiem dobrze sobie z nim radził. Oto dowód:

I to tyle Francika na dziś :) Całuski!

p.s. - Gorąco zachęcam do wpisania maila do naszego newslettera.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Na zdjęciach z rodziną

 Dzisiaj zdjęcia:
U cioci Marty:  
W Biskupicach z kuzynami: 
We Wrocławiu z ciocią Martynką (i chrupką):

niedziela, 23 lutego 2014

Weekendowe odwiedzanie

Zaczęliśmy w sobotę wizytą u Hirka, który ma 11 miesięcy. Przedstawieni sobie chłopcy po krótkiej chwili zainteresowania oczkami tego drugiego zrezygnowali z dalszych kontaktów i skupili się na zabawkach (ach ci mężczyźni). Rozmowa z rodzicami Hirka, Julią i Piotrem kręciła się oczywiście wokół dzieci. Miło było porozmawiać z kimś, kto nie patrzy na mnie z łagodnym pobłażaniem, kiedy ze wzruszeniem mówię o tym jak syneczek opowiedział mi (przy pomocy kaszlnięć i gruchania) jak jadł zupkę z tatusiem i się nią zakrztusił. 

W tym samym dniu odwiedziła nas ciocia Marta z mnóstwem energii do przytulania, łaskotania i rozbawiania maluszka. Po takiej dawce rozrywki Francik zawsze bardzo grzecznie idzie spać. Chociaż ostatnio w ogóle bardzo grzecznie zasypia.


Następnego dnia takie wyspane dziecko, energicznie rozpoczyna dzień, tak jak np w tą niedziele o godzinie 6... (Co widać na załączonym obrazku) A wtedy rodzice dziecka piszą sms'a o 8:03 do cioci Marty i wydaje im się, że to już przecież tak późno. Chociaż to może też z niewyspania, bo poszli spać o 3 rano? Nie wiem, bo jestem tak zmęczona, że ledwo widzę na oczy.

Odwiedziliśmy w niedzielę dziadków w Biskupicach i mamy kilka zdjęć wszystkich przystojniaków, więc wybierzemy najlepsze i się pochwalimy przy następnej okazji.

Na zakończenie zdjęcie w całkiem nowym ubranku uszytym przez mamusię. 
 i jeszcze jednoUściski!

wtorek, 18 lutego 2014

Szczepienie i komoda

Kolejne szczepienie za nami. Nie dość że szczepienie to jeszcze pobieranie krwi. Kilka łez się pokulało, ale w nagrodę (a właściwie żeby chłopaka czymś zająć) dostał lizaka. W papierku. 

I bardzo się spodobało. Lizał go zawzięcie całą drogę do domu i później aż lizak odpadł od patyczka i trzeba było oddać go mamie. Na zdjęciu widać jeszcze piękny opatrunek paluszka z plasterkiem z kotkiem, który też później trafił do dzioba. 

Dziecko zostało zważone u pani doktor specjalną wagą do niemowlaczków i wyszło tyle samo ile ja zważyłam ze sobą na wadze dla dużych ludzi, odejmując swoją wagę i na oko wagę ubranek - 9,3kg. Rośnie jak smok! 

Poniżej, nasza wybawicielka - komoda. W szafie i na półkach mamy teraz tyle miejsca, że nie wiem do końca co mam z tym miejscem zrobić. Po skarpetki dzisiaj przeszłam się z dzieckiem na ręku tam gdzie wcześniej leżały, wróciłam do przewijaka dalej bez skarpetek i dopiero schyliłam się do szuflady - minie jeszcze trochę czasu zanim się przyzwyczaję, ale do dobrego to przecież łatwo! 

poniedziałek, 17 lutego 2014

Zębaty

Już wiemy dlaczego kilka ostatnich dni Franciszek miał muchy w nosku. Wczoraj podczas potężnego ziewnięcia zauważyliśmy malutki koniuszek powodu marudzenia. Pierwsza, najprawdziwsza, prawa, dolna jedynka ujrzała światło dzienne! Na krótko, więc nie udało się zrobić zdjęcia, ale musicie uwierzyć na słowo :D




A tu kilka zdjęć w nowych portkach. Model potraktował bardzo dosłownie zalecenie "play with the camera" i chciał mi zabrać aparat, więc większość zdjęć była bardzo... dynamiczna. Na szczęście udało mi się zająć go na moment szeleszczącym motylkiem i dzięki temu 15 z czterdziestu kilku zdjęć jest ostrych, a trzy są do pokazania.

Poza tym Maluch powolutku raczkuje po mieszkaniu, wstaje przy wszystkim na czym może się oprzeć i przesuwa krzesła. Wczoraj przypadkiem otwarł dolną szufladę w kuchni. Zamknęłam ją, żeby nie przyszło mu do głowy coś z niej wyjmować i póki co się do niej nie zapędza. Ratuje mnie to, że kafelki w kuchni są chłodniejsze od reszty mieszkania i Francik za bardzo nie lubi tam pełzać, chyba że chodzi o koszyk z jarzynami, w którym zawzięcie grzebie jak tylko ma okazję.

Cieszę się, że ten ząbek się przebił, bo trochę się męczyliśmy z marudą, który nie umiał znaleźć sobie miejsca. Baliśmy się, że tak już będzie, że na podłodze źle, na rączkach trochę lepiej, ale od mamy ciągnę się do taty, a od taty do mamy, a tak naprawdę nie wiem o co mi chodzi. Teraz jest dużo lepiej. Można spokojnie przebrać człowieczka bez robienia "śruby" na przewijaku.

Teraz robię porządek w pokoju, bo wczoraj dołączyła do naszej rodziny komoda, która ma za zadanie zmienić visage naszego pokoju ze swobodnego na zaplanowany. Tak, teraz stanowczo muszę bardziej skupić się na sprzątaniu niż na klikaniu :)
Pochwalimy się komodą jak już będzie stała wśród splendoru perfekcyjnego ładu i porządku. Całuski!

sobota, 15 lutego 2014

Na nogach od rana

Dzisiejszego poranka zastał nas taki widok:

Dziecko grzecznie czekało aż rodzice wstaną. Z kolanek na nóżki, a z nóżek na kolanka, albo na dupkę w zależności, w która stronę przeważyło. Tatuś przebudził się już wcześniej i mówi, że chłopak tak z godzinę trenuje. Mały Samoś.

środa, 12 lutego 2014

Nowe spodenki

Zostały uszyte z za małej koszulki cioci Martynki. Kolorowe, wygodne spodenki z dobrego materiału to niestety towar deficytowy. Wykroiłam je w czasie kiedy gotowały się ziemniaki na obiad, a uszyłam korzystając z faktu, że Młodzieniec po południu był zajęty rozmową z Tatusiem. 

poniedziałek, 10 lutego 2014

Nowe przygody

Tyle się dzieje, że nie wiem od czego zacząć! Franciszek już bardzo odważnie wspina się na wszystko na czym może się pewnie oprzeć. Najbardziej upodobał sobie stolik, z którego w trybie natychmiastowym musiało wszytko zniknąć. I dobrze! Młodziak pilnuje porządku. 

Chłopak nie poprzestaje na poziomie dolnej półki i pnie się wyżej. Zdjęcie jak staje przy stoliku jest bardzo złej jakości, więc wrzucam takie:
Nie wiem, czy nie powinniśmy go powstrzymywać. Kosteczki jeszcze ma mięciutkie i niełatwo mu utrzymać równowagę, ale tak chce i tak go to cieszy, że trudno mu nie pozwolić. Wystarczy, że chwyci za rękę, zaczyna się podciągać i ustawiać stópki pod siebie do wstawania. Mówimy mu, że najpierw mógłby się nauczyć raczkować, bo na razie przemieszcza się techniką "brzuszkowo-kolankową", ale on sobie nic z tego nie robi i wspina się dalej. 
Dzisiaj wreszcie dokończyłam szyć dla Dziecia ubranko. To już trzecie. Największa trudność polega na tym, że mojemu modelowi gwałtownie zmieniają się proporcje, więc poprawienie błędów z poprzedniej wersji i powiększenie wykroju wcale nie gwarantuje, że następna wersja będzie dobra. Ubranka nie da się jeszcze nosić, bo nie ma napek, ale jest zrobione z takim zapasem, że zdążę coś wymyślić zanim będzie za małe. 
Może na zdjęciu niewiele widać, ale jak tu nie chasać jeżeli można? No jak? I jeszcze jedno. Na deser: 
Całuski dla wszystkich!

czwartek, 6 lutego 2014

Na początek

Chcę żeby ten blog był pamiętnikiem mojego synka, mam nadzieję, że będzie fajną pamiątką, no i miłą lekturą. Wrzucamy posty co tydzień. Zapraszamy do newslettera i odwiedzania naszego małego świata.

Franciszek ma pół roku i kilka dni. W czasie, kiedy jest z nami tyle się zmieniło, że już nie potrafimy sobie przypomnieć jak było wcześniej. A teraz jest tak:
Dzieć spełza z kołdry, którą rozścielamy dla niego w dużym pokoju i dzielnie wędruje po pokoju. Dzisiaj dotarł do kuchni, gdzie akurat urzędował jego tata. To pierwsze z dzisiejszych, ważnych osiągnięć. Drugie, to siedzenie. Od kilku dni trenował przyjmowanie pozycji siedzącej, ale dopiero dzisiaj naprawdę usiadł i był tym tak zajęty, że siedział pod stołem i się nie ruszał kontemplując świat z nowej perspektywy. Na razie tyle. Do zobaczenia!
Całuski i uściski!