Dziecko ma teraz przez tydzień oboje rodziców w domu. Powodem jest wirus, który sprawił, że możemy pobyć jeszcze bardziej razem. Wakacje spędzamy na razie we Wrocławiu. Jest tak ciepło, że wyjść można dopiero wieczorem, a i tak człowiek czuje się jak w piekarniku.
Dzidziuś zaczął stawiać kroczki bez namawiania, chociaż jest w tym bardzo zachowawczy i ostrożny, co nie przekłada się wcale na brak akrobatycznych zapędów w stosunku do krzeseł, płotków i innych urządzeń zdatnych do wspinaczki. Zaczął w miarę sprawnie posługiwać się łyżeczką, a jak dostał mały widelczyk do tortu i mógł nabijać sobie makarony (z drobną pomocą mamy) to był wniebowzięty! Najlepiej idzie mu zajadanie lodów i kakaowych kuleczek zbożowych z mlekiem. Nie ma to jak właściwa motywacja ;)
Kiedy siadamy razem do stołu, obserwuje co robimy i stara się naśladować. Dostaje to co my jemy. Przecierowe zupki odeszły do lamusa. Najlepiej zjeść pomidorową z ryżem i pogryźć schabowym z kiszonym ogórkiem. Nasz człowiek!
Posklejałam kolejny filmik. Przepraszam za ewentualne dłużyzny. Pod tym względem jestem nieobiektywna wobec moich "produkcji". Mogłabym zachwycona patrzeć na 10 min. filmik jak moje dziecko siedzi, więc trudno mi to oceniać. Mam nadzieję, że się spodoba :D
Całuski i uściski!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz