Nie jest dla nikogo zaskoczeniem, że Franciszek spędza teraz każdą chwilę ze swoim tatusiem. Najchętniej na rączkach. Przestał już bawić się w dzwonienie do taty. No bo po co, skoro tata jest z nami? Wieczorem tak się cieszył jak tatuś szykował do kąpania, ze aż się śmiał na głos.
Ostatnio oglądaliśmy jakiś film w którym panie sztucznie się śmiały. Fran odkrył wtedy, że można chodzić szybko i chodził, prawie biegał po pokoju, sztucznie się śmiał, przystawał i czekał na reakcje. Trudno się było nie szczerzyć, więc się szczerzyłam i zastanawiałam: kiedy to minęło? Trudno się ciągle dziwić, że dziecko wyrosło z ubranek, ale nadal mnie to zaskakuje! Francik, uprzedzaj, jak znów będziesz chciał rosnąć jak bambus.
Dostał zestaw plastikowych narzędzi z piszącym młoteczkiem, piłą, śrubokrętem, kluczem i wiadomo, najfajniej bawić się tym z tatą albo ciocią, ale samemu też można postukać młotkiem tu i tam. Zwłaszcza, jeżeli kuzyn nie będzie chciał zabrać mu młoteczka i nie trzeba będzie się z nim tłuc. Pac, pac, pac!
A na razie zdjęcie z ogródka
I pa pa pa!
poniedziałek, 1 września 2014
Tata wrócił. Jest dobrze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz