piątek, 30 maja 2014

Zarejestrowane

Od czasu postrzyżyn, do wczoraj - najświeższe doniesienia ze świata małego Francika w formie filmiku. Zachęcamy do oglądania i mamy nadzieję, że się spodoba. 
Mogę to oglądać godzinami, ale matki chyba tak mają. Jestem kompletnie nieobiektywna w kwestii filmików o Franciku. Jest cudowny!
Uściski i całuski!

środa, 28 maja 2014

Przed sesją jest gorąco

Krótko i oszczędnie z treścią. Dziecko ma 10 miesięcy, tata ma urlop tacierzyński, mama ma koniec semestru - bardzo dużo do zrobienia. Zdarza się, że chodziliśmy na zajęcia razem, wtedy: 
Francik śpał na spacerze w parku przed Wydziałem.
Konsultował swój awangardowy projekt u pana profesora od wnętrz. 
A innym razem:
Śpał z kuzynem Bartusiem w samochodzie. 
Harcował z kuzynem Bartusiem i ciocią Asią:

Dzisiaj rano Franio pokazał, że jest głodny wkładając sobie łapką niewidzialne jedzonko do buzi. Nauczył się biegać raczkując - śmiejemy się, że robi "turbo dzidziusia". Zmotywował go do tego kuzyn Bartuś, którego koniecznie trzeba było pewnego razu z piskiem gonić po pokoju. Pozdrawiamy sąsiadów z dołu. I z boku. I z góry...

Wczoraj popołudniu rozmawiał z tatą: 
- Gdzie masz piłeczkę? - pyta tata.
- Nie idzie. - odpowiada dziecko [tłum.: Nie da się z nią iść-raczkować]
- Nie idzie? - chciał się upewnić.
- Nie. - potwierdziło dziecko.

Tyle na razie,
pozdrawiamy! 
Trzymajcie kciuki żebyśmy przetrwali tą sesję :*

sobota, 17 maja 2014

W pobliżu sesji

Pyk! I już - tydzień minął. 

Sesja się zbliża, ale nie sesja jest tym przed czym drżą studenci wydziału architektury. Najważniejsze dzieje się przed sesją, bo do końca semestru musimy oddać wszystkie projekty. Wszystkie na raz, więc dzieje się. Oj, dzieje! Nie ma już czasu na rozrywki, brakuje go na resztę obowiązków i, co najbardziej boli, brakuje czasu dla dziecka. Mimo że Franciszek jest bardzo samowystarczalny jeżeli chodzi o zabawy, to wolałabym spędzać z nim więcej czasu. Stąd ogromna motywacja żeby skończyć wszystko przed terminem, oddać i mieć z głowy. 

Z nowych niusów:
Nowy kojczyk sprawdza się pierwsza klasa. Jest większy niż poprzedni, ma otwierane na zamek błyskawiczny wejście, które jest otwarte prawie cały czas. Dla takiego dziecka to idealne rozwiązanie, bo już woli sam "chodzić". Dzięki temu wejściu kojec nie jest więzieniem, z którego trzeba się prosić o wyciągnięcie, tylko pokoikiem zabaw, w którym czasem trzeba posiedzieć samemu. Chętnie tam wchodzi, umie już wychodzić, jak trzeba go zamknąć, bo np się smaży albo idzie pod prysznic, to bajki + kojec i dziecko jest spacyfikowane. Czasem nawet nie trzeba bajek. Wiem, wiem, takie małe dziecko nie powinno jeszcze oglądać telewizji, ale czasem muszę się tak ratować. W każdym razie kojec = studia. Bez kojca bym nie postudiowała... 

Chwalimy się nowymi umiejętnościami:
Chłopak nauczył się włączać melodyjki dużym przyciskiem na swojej zabawce. Zawodowo schodzi z kanapy - raz nawet wszedł, bo udało mu się stanąć na poduszce. Zadarł nogę i z trudem wskrobał się do góry. Sam zjadł ćwiartkę jabłka (bo ma już przeciwstawne zęby), a kiedy znajdzie coś materiałowego, próbuje to ubrać, jak bluzkę przez głowę. Oczywiście to coś ląduje za plecami, albo zostaje na głowie albo karku. Bardzo lubi zarzucić sobie kocyk na plecy i raczkuje z tym na plecach jak z peleryną. Ślicznie mówi "mama" - kiedy coś chce i daje nam całusy z otwartą paszczką.
Zaczął zgrzytać zębami. O zgrozo! 
Aha! Ostatnio otwarł sobie szufladę, wszedł do niej i wdrapał się na półkę od telewizora. Ups.

piątek, 9 maja 2014

Pierwsze postrzyżyny

Nie bez przeszkód, nie do końca, ale bardzo grzecznie i cierpliwie. Franciszek jest po pierwszych postrzyżynach! Tu wieczorem, przed spankiem, pokazuje swoją nowa fryzurę - krótko z przodu, długo z tyłu:
A tu następnego dnia. Już po poprawce: 
Pozdrawiamy!

wtorek, 6 maja 2014

Ząbkowanie i inne atrakcje

Tyle się dzieje, że nie nadążam zauważać, jak wiele się dzieje. Stuknęło 9 miesięcy - poprzednio był falstart, bo źle policzyłam. Dobrze, że czasem mogę sobie usiąść i napisać co ważnego się wydarzyło. Dzięki temu nie umykają uwadze te drobnostki, które mogłyby wmieszać się w codzienność. 

Z najważniejszych nowości jest trzeci ząbek. Wypłakana, lewa, górna jedynka. Bardzo blisko są następne górne ząbki i dziecko już zaczyna je odchorowywać. Znowu marudzi i się tuli, nie może sobie znaleźć miejsca. Wiadomo, nie cały czas, ale są takie momenty, kiedy widać po człowieczku, że nie wie co ze sobą zrobić i szuka ratunku. Smarujemy żelem, a jak jest prawdziwa tragedia, to dostaje lekarstwo przeciwbólowe. 

Trochę o osiągnięciach. Dzisiaj pierwszy raz widziałam jak Franciszek specjalnie zsunął się z łóżka. Leżąc na brzuszku odpychał się rączkami do tyłu aż dotarł do krawędzi łóżka i zjechał na nóżki. Hurra!

Zaczyna się gadanie. "papa" i machanie rączką było pierwsze. Później się posypały słówka. Tata, idzie, chopa!, jedzie, da (tzn. daj), mama - było kiedy trzeba ratować, ale tak zwyczajnie, to nie chce powiedzieć. 

Z kulinarnych przygód, to kosztowanie, kosztowanie, kosztowanie. Zwykła zupka z jarzynek już za bardzo nie wchodzi. Najlepiej jak jest w niej jakiś ciekawy smak, albo smaki są oddzielone - mięsko, jarzynka, ziemniaczek. Picie dobrze idzie z kubka niekapka albo ze zwykłej szklanki przy pomocy mamy.

Najeździliśmy się ostatnio za wszystkie czasy i teraz chętnie sobie pomieszkamy. Martynka i Bartek przeprowadzili się, więc przeorganizowujemy mieszkanie. Ich pokój zajął Francik. Dzisiaj już śpi u siebie. Musimy się przyzwyczaić, że możemy swobodnie wieczorem wchodzić do naszego pokoju. 

A tak dziecko znowu zasnęło podczas przebierania. Rzadko się to zdarza, wiec musiałam udokumentować: 
To tyle. Uściski! 
P.s. - dzisiaj w autobusie Franciszek głośno zapiszczał kilka razy i cały autobus się na niego patrzył. Dosłownie wszyscy (no dobra, oprócz kierowcy), a jakaś pani poważnie powiedziała "ale głos! Współczuję w domu..." Oj, rozwrzeszczało się dziecko. Rozwrzeszczało.