Tyle się dzieje, że nie wiem od czego zacząć! Franciszek już bardzo odważnie wspina się na wszystko na czym może się pewnie oprzeć. Najbardziej upodobał sobie stolik, z którego w trybie natychmiastowym musiało wszytko zniknąć. I dobrze! Młodziak pilnuje porządku.
Chłopak nie poprzestaje na poziomie dolnej półki i pnie się wyżej. Zdjęcie jak staje przy stoliku jest bardzo złej jakości, więc wrzucam takie:
Nie wiem, czy nie powinniśmy go powstrzymywać. Kosteczki jeszcze ma mięciutkie i niełatwo mu utrzymać równowagę, ale tak chce i tak go to cieszy, że trudno mu nie pozwolić. Wystarczy, że chwyci za rękę, zaczyna się podciągać i ustawiać stópki pod siebie do wstawania. Mówimy mu, że najpierw mógłby się nauczyć raczkować, bo na razie przemieszcza się techniką "brzuszkowo-kolankową", ale on sobie nic z tego nie robi i wspina się dalej.
Dzisiaj wreszcie dokończyłam szyć dla Dziecia ubranko. To już trzecie. Największa trudność polega na tym, że mojemu modelowi gwałtownie zmieniają się proporcje, więc poprawienie błędów z poprzedniej wersji i powiększenie wykroju wcale nie gwarantuje, że następna wersja będzie dobra. Ubranka nie da się jeszcze nosić, bo nie ma napek, ale jest zrobione z takim zapasem, że zdążę coś wymyślić zanim będzie za małe.
Może na zdjęciu niewiele widać, ale jak tu nie chasać jeżeli można? No jak? I jeszcze jedno. Na deser:
Całuski dla wszystkich!




Wygląda, że Francikowi bardzo podoba się widok świata z nowej perspektywy :)
OdpowiedzUsuń