Kolejne szczepienie za nami. Nie dość że szczepienie to jeszcze pobieranie krwi. Kilka łez się pokulało, ale w nagrodę (a właściwie żeby chłopaka czymś zająć) dostał lizaka. W papierku.
I bardzo się spodobało. Lizał go zawzięcie całą drogę do domu i później aż lizak odpadł od patyczka i trzeba było oddać go mamie. Na zdjęciu widać jeszcze piękny opatrunek paluszka z plasterkiem z kotkiem, który też później trafił do dzioba.
Dziecko zostało zważone u pani doktor specjalną wagą do niemowlaczków i wyszło tyle samo ile ja zważyłam ze sobą na wadze dla dużych ludzi, odejmując swoją wagę i na oko wagę ubranek - 9,3kg. Rośnie jak smok!
Poniżej, nasza wybawicielka - komoda. W szafie i na półkach mamy teraz tyle miejsca, że nie wiem do końca co mam z tym miejscem zrobić. Po skarpetki dzisiaj przeszłam się z dzieckiem na ręku tam gdzie wcześniej leżały, wróciłam do przewijaka dalej bez skarpetek i dopiero schyliłam się do szuflady - minie jeszcze trochę czasu zanim się przyzwyczaję, ale do dobrego to przecież łatwo!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz