niedziela, 4 stycznia 2015

W oczekiwaniu na zagotowanie się wody na herbatę

Bo tyle właśnie mam czasu. Ostatnio każdą chwilę, kiedy mogę siąść przy komputerze wykorzystuję na pracę nad projektem inżynierskim. Nie wiem, czy bardziej mnie ta praca cieszy, czy męczy, ale tak czy siak do 12 stycznia muszę ją skończyć i oddać. Właśnie dlatego Francik jeszcze przed Świętami spędził swoje pierwsze dni w żłobku. Kiedy spotkałam panie opiekunki wiedziałam, że wszystko będzie w porządku, a na 100% przekonał mnie o tym Fran, bo całym sobą pokazywał, że mu się podoba. Już drugiego dnia dziecku się zaświeciły oczy kiedy rozpoznał okolice żłobka, a piątego, kiedy nie wyszliśmy rano z domu, pół dnia zakładał buty, czapkę i pokazywał, że chce iść. 

Nowe zęby co jakiś czas się pokazują. Ząbkowanie stało się bardziej długotrwałym procesem ślinienia się i gryzienia paluszków, bo ciągle coś się w tej buzi dzieje, na zmianę, raz tu, raz tam, więc już sama nie wiem co teraz w kolejce. 

Trudno mi streścić co się działo. 
To się działo dzisiaj rano. Franio wpakował się tacie do łóżka i zamiast kotłować się jak zwykle, położył się z główką na poduszce. No i oczywiście kiedy zaczęłam robić zdjęcia, zaczęło się pozowanie i szczerzenie niekompletnego uzębienia. Śliwa na czole? No trudno, musi być. 

Przetrwaliśmy bardzo długi remont elewacji razem z wymianą okien i drzwi zewnętrznych. Jeszcze nie udało się wygonić kurzu budowlanego, ale czekamy jeszcze na nowe drzwi i koniec tuptania w butach po mieszkaniu! Na zdjęciu Francik bardzo pomaga panu od uszczelniania okien. 
I pomaga Bartusiowi myć stół. Dzięki temu Franuś szybko nauczył się psykać spryskiwaczem i wszystkie musiały trafić na wyższe półki. 
Przy odwiedzinach u Pradziadków ze Skoczowa znalazł komputer i jakby robił to od zawsze siadł sobie na krześle i zawzięcie cykał. Robił to z takim przekonaniem, że trudno było nie uwierzyć, że ma coś naprawdę ważnego do roboty. Bez wątpienia ma to po tacie ;) 
I jeszcze jedna roześmiana maska. Jedno na milion, bo większość pozowanych zdjęć Franka wygląda tak: 
No dobra, może pisałam trochę dłużej niż gotowała się woda, ale przecież to już było nieprzyzwoite tyle czasu nie pisać nic na blogu! Pozdrawiamy wszystkich bardzo serdecznie. Cieszymy się, że jesteście z nami i przesyłamy morzę całusów!

1 komentarz:

  1. Miło popatrzeć na Franciszka, który cały emanuje szczęściem. Wygląda jak najszczęśliwszy chłopczyk na ziemi. I tak na pewno się czuje, o ile ząbki nie dokuczają, wiadomo! Powodzenia Jagódko przy Twoim projekcie inżynierskim, mam nadzieję, że wszystko pójdzie po Twojej myśli. Całuję i tulę!

    OdpowiedzUsuń